Interaktywny wykres o czasach wschodu i zachodu słońca oraz długości dnia w ciągu roku 2023, Poznań. Dzień dzisiejszy Wschód słońca Zachód słońca. Zmierzch cywilny : środek tarczy słonecznej nie więcej niż 6° poniżej horyzontu. Na początku porannego zmierzchu cywilnego, czyli końca wieczornego zmierzchu cywilnego, horyzont Jaka będzie pogoda w święta Bożego Narodzenia w Trójmieście? - W noc wigilijną i w kolejną noc będzie od zera do jednego stopnia na plusie, a w dzień ok. trzech. W poniedziałek wyjdzie słońce i nie wystąpią już żadne opady - mówi synoptyczka IMGW. A jak będzie słońce i pogoda (А как будет солнце и погода) A jak będzie słońce i pogoda (bis) pójdziemy se Jasiu do ogroda. (bis) Będziemy se, fijołeczki smykać, (bis) będziemy se ku sobie pomykać. (bis) Nawąchasz się ziela kwitnącego, (bis) nasłuchasz się śpiewania mojego. (bis) Cóż mi przyjdzie Prognoza pogody 09.11.2023. Niebo będzie dziś zachmurzone w 79 proc. Wiatr powieje z prędkością 22,2 m na sek. Dlaczego to ważne? Istnieją osoby szczególnie wrażliwe na zmiany ciśnienia A jak będzie słońce i pogoda Bocian Bóg się rodzi (kolęda) Był sobie król Była babuleńka Chodzi lisek koło drogi Chodzi Zosia po łące Cicho, konie Czarny baran Czas do domu, czas Czerwona róża, biały kwiat Czerwone jabłuszko Cztery mile Flisacy Gaik Gąsior Gąski Gdy się Chrystus rodzi (kolęda) Gdy śliczna Panna (kolęda Pogoda nadal nie będzie wpływać na nasze samopoczucie. W nocy z soboty na niedzielę będzie spore zachmurzenie i zamglenie, a dodatkowo możliwa jest mżawka. Rozpogodzi się na południu i . Zalew Rybnicki, lipiec 2022 Poniedziałek – początek tygodnia rozpocznie się słoneczną pogodą. Jedynie na północnym zachodzie kraju w godzinach popołudniowych niebo przykryją chmury. Temperatura maksymalna wyniesie od 24°C-26°C na północnym wschodzie, miejscami nad morzem oraz na Podhalu, około 30°C w centrum i na południu do 32°C, 34°C na zachodzie. Wiatr na wschodzie będzie słaby, zmienny, na pozostałym obszarze słaby i umiarkowany, na Pomorzu po południu w porywach do 55 km/h, z kierunków południowych. W nocy z poniedziałku na wtorek i we wtorek od zachodu kraju przemieszczać się będzie chłodny front atmosferyczny, który przyniesie przelotne opady deszczu i burze, miejscami grad. Najgroźniejszych zjawisk należy się spodziewać w ciągu dnia we wschodniej, centralnej i południowej części kraju. Burzom towarzyszyć będą opady deszczu do około 30 mm oraz porywy wiatru do 75 km/h. Najwyższa temperatura prognozowana jest we wschodniej części kraju, gdzie front i ochłodzenie dotrą najpóźniej – na krańcach wschodnich Lubelszczyzny i Podkarpacia temperatura osiągnie od 30°C do 32°C. Na pozostałym obszarze temperatura maksymalna wyniesie od 26°C do 29°C, chłodniej będzie na Pomorzu i w rejonach podgórskich – od 22°C do 25°C; najchłodniej nad morzem – około 20°C. Wiatr będzie słaby i umiarkowany, okresami porywisty, nad morzem w porywach do 60 km/h, z kierunków zachodnich, jedynie na wschodzie kraju początkowo z kierunków południowych. W środę poprawa pogody i choć w wielu miejscach spadnie jeszcze przelotny deszcz to nie zabraknie też dłuższych okresów ze słońcem. Temperatura maksymalna od 20°C, 23°C na północy, około 25°C na zachodzie i w centrum do 28°C, 30°C na Podkarpaciu; chłodniej nad morzem – około 18°C. Wiatr słaby i umiarkowany, miejscami porywisty, zachodni i północno-zachodni. Czwartek w przeważającej części kraju pogodny, jedynie na północy okresami zachmurzenie wzrośnie do dużego i miejscami wystąpią przelotne opady deszczu. Temperatura maksymalna wyniesie od 22°C do 25°C, cieplej na południu, około 27°C, a na Podkarpaciu do 30°C; chłodniej nad morzem, około 18°C. Wiatr słaby, miejscami umiarkowany, północno-zachodni i północny. Piątek na wschodzie i północy kraju z zachmurzeniem małym i umiarkowanym, na południu i zachodzie zachmurzenie wzrośnie do dużego i wystąpią przelotne opady deszczu. Temperatura maksymalna od 23°C, 25°C na północnym wschodzie, około 27°C w centrum do około 30°C na południu i zachodzie; nad morzem miejscami około 20°C. Wiatr słaby i umiarkowany, z kierunków wschodnich. Lato na kąpielisku Balaton w Wodzisławiu Sobota zapowiada się bardziej opadowa. Dominować będzie zachmurzenie umiarkowane i duże, za wyjątkiem Pomorza wystąpią przelotne opady deszczu, miejscami burze oraz grad. Temperatura maksymalna wyniesie od 25°C do 30°C, jedynie nad morzem, na Podhalu oraz na Mazowszu i Lubelszczyźnie około 23°C. Wiatr będzie słaby, miejscami umiarkowany, na północy kraju z kierunków wschodnich, na południu z kierunków zachodnich, w czasie burz w porywach do 70 km/h. Niedziela ciepła, a miejscami nawet upalna. Dominować będzie zachmurzenie umiarkowane, jedynie na wschodzie kraju okresami będzie ono duże i tam wystąpią przelotne opady deszczu. Temperatura maksymalna od 27°C do 31°C, jedynie na Podlasiu około 24°C. Wiatr będzie słaby i umiarkowany, z kierunków północnych. Wokół Ciebie dzieją się rzeczy ważne lub zabawne? Nakręciłeś ciekawy film, zrobiłeś dobre zdjęcie? Interesuje nas wszystko, co interesuje Ciebie i co dla Ciebie jest ważne. Napisz do nas TUTAJ! Tekst piosenki: Kiedy będzie słońce i pogoda, Wstąpże, Jasiu, do mego ogroda, Nawąchasz się kwiatka pachnącego, Napatrzysz się rumieńca mojego. Cóż mi przyjdzie z tego napatrzenia, Kiedy nie mam do ciebie sumienia. A padnijże ojcu, matce do nóg, Da będziesz miał sumienie dalibóg. A chybać by ja rozumu nie miał, Żebym ciebie leniuchu ukochał. Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu (wersja Damięckiego) A jak będzie słońce i pogodaPójdziemy se, Maryś, do ogrodaBędziemy se fiołeczki smykoć Fiołeczki smykoć Będziemy se ku sobie pomykoćA jak będzie duży deszcz na dworze Duży deszcz na dworze Będziemy ...(wersja Franciszka Bieńka) A jak będzie słońce i pogoda Słońce i pogoda Ty chodź, Zosiu, do mego ogroda Ty chodź, Zosiu, do mego ogroda Będziemy se fijołeczki smykać Fijołeczki smykać Będziemy se ku sobie pomykać Będziemy se ku sobie pomykać A jak przyjdzie lato już gorące Lato już gorące Pójdziemy se kwiaty rwać na łące Pójdziemy se kwiaty rwać na łąceA gdy w zimie śnieżek już przyprószy Śnieżek już przyprószy Będziemy się kochać z całej duszy Będziemy się kochać z całej duszy Od Bartłomieja. Legenda: inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu) abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu) abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza (abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika Chapter Text — Jestem teraz tylko kurierem, Rufus, mówiłem ci. — Przyjęliśmy do wiadomości. Jesteś zaproszony właśnie dlatego. — Masz paczkę do nadania? — Nie, ale... — ...więc wychodzę. — ...potrzebujemy twojej rady. Strife, zaskoczony, zatrzymał się w pół ruchu. — Tak? — podejrzliwy ton. — Rząd nie może pozwolić, aby komunikacja była w rękach jedynie prywatnej firmy, państwo powinno gwarantować obywatelom obsługę pocztową – niedługo zamierzamy przywrócić państwowe usługi doręczycielskie – i chciałbym cię zapytać... o logistykę. Istniejące połączenia, najszybsze, najbezpieczniejsze, ilu ludzi trzeba będzie zatrudnić do ochrony et cetera. — Mam ci pomóc w budowaniu konkurencji dla mojej firmy? Shinra potrząsnął głową. — Nie nam. Państwu. Musimy odbudować struktury, nie udawaj, że tego nie rozumiesz. Twoja firma może spokojnie skupić się na nietypowych, szybkich, tajnych albo niebezpiecznych zleceniach. Na rynku jest miejsce dla kogoś, kto doręczy przesyłkę i da gwarancję, że państwo do niej nie zajrzy. W oczach Clouda mignęła furia. — Proponujesz mi obsługę mafii i szarej strefy? — Niekoniecznie. Każdego, komu zależy na czasie i bezpieczeństwie dostawy. Oddziałów transplantacyjnych. Banków. Przeciwników ShinRy, paranoidalnie niedowierzających rządowi. Naszej firmy, jak zawsze. Jeśli otworzyłbyś sieć placówek, zatrudnił kurierów-ochroniarzy w każdej miejscowości, to stworzyłbyś alternatywny system dla tego państwowego, który powinien konkurować właśnie czasem, bezpieczeństwem i możliwością wysłania paczki nawet w... niebezpieczne rejony. Za to ceną odbijesz sobie zmniejszenie ilości zleceń. Plus, nim państwowa poczta zacznie działać naprawdę skutecznie, minie trochę czasu, zdążysz znaleźć niszę albo się przekwalifikować, albo nawet wygrać przetarg na zlecenia państwowe w okresie przejściowym... Chłopiec wybuchnął nagle cichym śmiechem. — Dajesz mi biznesowe rady, Rufus? Za friko? I sądzisz, że uwierzę jednemu słowu? — Po prostu pomyśl logicznie, dojdziesz do... — Jeśli Reeve uzna, że to dobry pomysł i się do mnie zgłosi, chętnie pomogę. Rządowi. Państwu. Nie ShinRze. Prezydent przytaknął. — W porządku. Zadzwoń do Reeve'a, jeżeli wolisz sprawę omówić z nim. To bez różnicy. Wszyscy pracujemy razem dla wspólnego dobra — dodał gładko. Spojrzenie rzucone mu przez chłopca było pełne niedowierzania. — Bez różnicy — prychnął gorzko — ale co do Reeve'a mam pewność, że przekaże parlamentowi wszystko, co mu powiem, że nic nie knuje za moimi plecami. — Cloud, nigdy bym... — Nie kłam. — Przysię... — Nie przysięgaj, nie obiecuj. Mam mdłości, ilekroć to robisz. Wychodzę. Oczy Rufusa zwęziły się w szparki. — Naprawdę? Interesujące, że nie masz takich problemów rozmawiając ze zdrajcą, szpiegiem, podwójnym agentem — głos był przepełniony ironią, skrywającą złość. — Jak śmiesz?! Strife w ciągu sekundy wyciągnął miecz, turki chwycili za broń, Shinra tylko się zaśmiał. — Śmiało, zaatakuj, zabij, Cloud. Premiera rządu. Pokaż nam tę słynną samokontrolę SOLDIER. Ciekawe, czy Denzel i Marlene będą cię jeszcze rozpoznawali, kiedy wyjdziesz z więzienia... o ile to nie będzie dożywocie. Moment ciszy. Wielkie, wściekłe oczy chłopca. — Powinieneś umrzeć. W jego tonie było coś z naiwnej desperacji. Jakby ciągle się łudził, że życie bywa uczciwe. Niekiedy takie zachowanie rozbrajało prezydenta, który lubił o sobie myśleć, że jest wyjątkowo pobłażliwy wobec „bohatera Gai". Ale nie dzisiaj. Dzisiaj był zirytowany jego ślepym na wszystko uporem, tudzież tym, że jak zwykle ostatnio korporacja musiała otwierać mu oczy, wymuszać działanie – dla jego własnego dobra, bahamucia krew, w końcu. — To Planeta, której tak gorliwie służymy, pozwoliła mi żyć, pamiętasz? Poza tym, wielu z tych, co żyją, zasługuje na śmierć, a jeszcze więcej z tych, co pomarli, zasługuje na życie. Nie szafuj śmiercią, Cloud. Nie chcemy przecież, żebyś skończył rezając miasteczka w imię wymierzania sprawiedliwości. Strife przez chwilę wyglądał na człowieka w środku długiej sesji tortur. Tak też zresztą się czuł. Nie mógł zabić Rufusa, nawet wpływy WRO nie wyciągnęłyby go z więzienia, mieli w końcu demokrację, jednak cios był o wiele zbyt dotkliwy, by zbyć go wzruszeniem ramion czy rzuceniem „tito mi to" w przestrzeń. Zmusił się do odprężenia, schował miecz, okręcił na pięcie. Drzwi były kilka kroków za nim. — Chciało ci się kiedyś liczyć — wysyczał nagle, nie odwracając głowy — jak wiele miast, dzielnic i ludzi zabił... zamordowała twoja firma? A ilu pozostawiła żywymi, ale pozbawiła... — wahanie. — Tak czy siak. Umiałbyś powiedzieć, w imię czego? Nie oczekiwał odpowiedzi. Ewentualnie prostej obrony: to nie nasza wina, to wszystko za rządów naszych poprzedników. Chcieliśmy dobrze. Nie mieliśmy wyboru. — W imię władzy. Bogactwa. Spokoju. Ambicji — głos był kompletnie płaski, jak gdyby Shinra czytał książkę telefoniczną. — Ciekawości. Pasji tworzenia, odkrywania. Chciwości życia. Być może to są niektóre z przyczyn dla których... wykorzystaliśmy Planetę. I nadużyliśmy powierzonego nam przez współobywateli zaufania. Przyznajemy, że kompania ponosi za to odpowiedzialność. Może powinieneś zapytać szefa WRO, skoro jego odpowiedziom bardziej ufasz. Może powinieneś zapytać siebie. Nie zapominaj, Cloud, że to była nasza firma. Brałeś udział w tłumieniu kilku... aktów niezadowolenia, czyż nie? Strife powinien mieć ochotę krzyczeć, przebić Rufusa mieczem i rozsmarować jego szczątki po całym gabinecie. To byłoby normalne. Ale odkrył, że jedyne, co ma w sobie, to gorycz czy smutek. Może jedno z drugim. Współobywatele wybrali w końcu jego rozmówcę swoim posłem, a potem przyklasnęli, gdy ogłoszono go szefem rządu. Poza tym, mężczyzna miał trochę racji: wszyscy w pewnym momencie dali się uwieść marzeniom o lepszym życiu w cieniu reaktorów. „Jestem zmęczony" pomyślał „to wszystko, muszę wziąć urlop, polityczne sprawy Edge'u nie są moim problemem, do wszystkich demonów. Mam być oparciem dla Tify i dzieciaków, żyć, uśmiechać się, to wszystko". — Ta. Nie jestem zainteresowany dalszym ciągiem — otworzył drzwi. — Ale jeżeli pytasz — ton prezydenta zmiękł nagle, stał się aksamitny, mniej automatyczny — o to, dlaczego ja — chłopiec zatrzymał się w pół kroku, słysząc zmianę zaimka — zniszczyłem twoje życie, pozwoliłem, by ludzie nazywający siebie „naukowcami" eksperymentowali na tobie, wstrzyknęli komórki Jenovy, napompowali mako, więzili przez lata, zniszczyli tożsamość, traktowali jak rzecz, przeprowadzali testy wytrzymałości, operacje, zabili nielicznych ocalałych z pogromu Nibelheim... Cloud chciał mu przerwać już od dłuższej chwili. Odwrócił się, znów był zwrócony twarzą do Shinry, ale nie mógł wypowiedzieć słowa. Obrazy. Wspomnienia – jeśli te poszarpane kawałki sennych koszmarów można nazwać „wspomnieniami". I Sephiroth, zawsze on, stojący pośród płomieni. Tylko wizja, chociaż pamiętał – albo przypuszczał – że ranni jęczeli, ogień trzaskał, wszędzie rozchodziła się upiorna woń spalonych ciał, krwi, materii. Wizja oraz rozpacz, poczucie zdrady, przerażenie. Rufus twierdzi, że to było w imię wymierzania sprawiedliwości? — Oni nic nie zrobili — szepnął. Jakaś chłodna część jego umysłu zastanawiała się, czy rozmówca zapamiętał nazwę miasteczka tylko ze względu na ich wychuchanego Srebrnego Demona. — W rzeczy samej. To byli całkowicie niewinni ludzie. Ty i Zack byliście nawet oddanymi pracownikami korporacji. — Przestań — wydusił wreszcie Strife, chaotyczny potok słów wypłynął w chwilę później — skąd wiesz, nie powinieneś, nie wiedziałeś wcześniej, ja sam nie pamiętam... — Udało mi się wreszcie odnaleźć i sprawdzić całe archiwa. Szczególnie te powiązane z Hojem. Nie chciałem drugiego buntu Deepgroundu. Cloud — głos Rufusa przypominał teraz rzeczywiście płynne złoto — tobie chodzi o to drugie pytanie, oczywiście. Lecz, obawiam się, nie mam specjalnie pocieszających odpowiedzi. — Nic mnie obchodzą. — Nawet wymawiając te słowa chłopiec słyszał, że nie brzmią zbyt prawdziwie. — To nie byłeś ty — odwrócił standardowy argument przeciwnika — nie masz żadnych odpowiedzi. — Cloud — wciąż ten sam, kojący ton — podejdziesz tutaj, proszę? — Czemu? — Żebyś mógł usiąść. To trochę potrwa. — Nie jestem zainteresowany. — Nie chcesz się dowiedzieć, Cloud? Nadal uciekasz od prawd... — Zamknij się — Strife był wściekły, znowu. — Nie masz prawa — zabrakło mu słów. Prezydent wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał. — Masz rację — przyznał wreszcie. — Nie mam żadnego prawa. Ale ty i tak nie wierzysz, by to mnie powstrzymało, prawda? Więc czemu nie przestaniesz udawać, że tobie z kolei nie zależy, nie siądziesz i mnie nie wysłuchasz? — Tak czy siak. Moje wyjście cię powstrzyma. Chyba, że będziesz rozmawiał ze ścianą — warknął chłopiec, przyrzekając sobie, że tym razem, niezależnie od wszystkiego, przekroczy ten przeklęty próg. — Prawda jest taka, że w sprawie incydentu w Nibelheim decyzję podejmowała cała Rada. I podjęto ją bez głosu sprzeciwu. Bez protestów, bez dyskusji. Chcesz wiedzieć, w imię czego? W imię świętego spokoju, w imię oportunizmu, w imię tego, że żadnego z nas ani trochę nie obchodziliście. Że byliście tylko numerkami, nazwiskami, kolejnym świstkiem papieru, kolejnymi nieistotnymi ludźmi, kolejną własnością firmy, którą trzeba było rozdysponować. W imię tego, że nawet nie pamiętałem twojego imienia i gdyby nie późniejsze... wypadki, nie skojarzyłbym cię w ogóle z tajną uchwałą o tysięcznym numerze. Strife zawrócił po pierwszym zdaniu. Przystawił sobie krzesło, położył nogi na stole, wyglądałby nonszalancko, gdyby nie wpatrywał się tak intensywnie w czubki własnych butów. Shina ciągnął: — Miałem wtedy kilkanaście lat, ale to nic nie zmienia. Byłem wiceprezydentem. Nawet siedmiolatek by wiedział, co oznacza jego zgoda. Wysłałem cię do piekła moją sygnaturą, Cloud, i kompletnie mnie to nie obchodziło. Możesz mnie traktować tak samo, jak potraktowałbyś całą obsługę laboratorium, jak Sephirotha, jak mojego ojca. Bo to byłem ja. Między innymi, ale wystarczająco. Mogłem nie podpisywać, komu jak komu, ale mnie niewiele groziło. I za to mogę cię osobiście... — mężczyzna nabrał powietrza, cicho, nosem, lecz tyle wystarczyło, aby ktoś po kąpielach w mako zauważył. — Cloud, przepraszam. Przepraszam. Nie zrobiłbym tego teraz. Żałuję, że musiałeś – że tam byłeś. Przepraszam. Wspomniany miał ochotę coś rozwalić. Albo zasypać Rufusa pytaniami. Jednak nie zamierzał mu dawać tej satysfakcji. Wpatrywał się po prostu w wielkie okno za plecami rozmówcy. Słońce wpadało do pomieszczenia, niebo było błękitne, poprzecinane żurawiami budowlanymi, bo przecież Edge się rozwijał. Ładny dzień, pomyślał chłopiec, kompletnie bez związku z dyskusją, ale nie mógł się skupić na niczym innym. Ładny dzień. Planeta jest szczęśliwa. Jutro też będzie ładnie. Pójdą z dziećmi na spacer. To się przecież jakoś liczy, że się żyje i się widzi, że jest ładna pogoda, że się widzi te żurawie, te bloki, że się widzi jak cienie na tym ifrycio drogim garniturze prezydenta przesuwają się, łamią, znów łączą, kiedy tamten wyciąga rękę, a potem zastyga z dłonią tuż przy twojej dłoni? — Co robisz? — spytał Strife głosem, który w jego własnych uszach zabrzmiał zbyt głucho, zbyt gardłowo, na skraju wybuchu. Ale ton był spokojny. Shinra zacisnął wargi, nim odpowiedział ostrożnie: — Wbiłeś sobie paznokcie w skórę. Chłopiec w pierwszej chwili chciał wybuchnąć śmiechem, tak nieprawdopodobnie to zabrzmiało. Zaciskać pieści? Dlatego, że prezydent korporacji, której nienawidził, prezydent, którego także zresztą nie darzył ciepłymi uczuciami, mówił mu coś, co wiedział od dawna? Bezsens. Dla firmy się nie liczył. Jasne, dla firmy, jak się okazało, tak naprawdę nie liczył się nawet Srebrny Demon i SOLDIER pierwszej klasy, co dopiero byle żołnierzyk oraz garść cywilów. Jednak spojrzał na swoje ręce. Pod paznokciami zaczynała zbierać się czerwień. Rufus nie kłamał. Tym razem. Cloud uświadomiwszy sobie, rozluźnił palce bez trudu – ostatecznie naprawdę nie było powodu – po czym spróbował zetrzeć krew. Niezręcznie, zdał sobie sprawę, lecz w następnej sekundzie uznał, że także to nic go nie obchodzi. Shinra służył chusteczką. Białą, jedwabną, z wyhaftowanym, ani chybi ręcznie, monogramem. Strife zignorował wyciągnięty przedmiot, na co prezydent odpowiedział zignorowaniem jego oczywistej niechęci i po prostu wytarł mu środek dłoni. Chłopiec mógł wstać i wyjść, mógł przytrzymać drugiego mężczyznę, ale jakoś nie zdołał znaleźć w sobie dość woli. Jego uwaga znowu pomknęła do nieistotnych szczegółów. Takich jak pogoda, jak buty, jak fakt, że zostawił ślady na jasnym parkiecie, że sprzątaczki będą miały robotę, że była taka piosenka, którą w Nibelheim albo i poza nim, śpiewano dzieciom i że jej nie pamięta. Nie całą. Spróbował zanucić, w słowach było coś z pogodą, na pewno. Prezydent nadal siedział obok, wychylony w jego stronę, ale to nie miało znaczenia, nie zależało mu na jego opinii; zresztą, bardzo niewiele miało, kiedy nagle pogrążał się w swoim umyśle. A teraz się bał niekontrolowanej fali wspomnień, bo te będą, wiedział, powiązane z eksperymentami i laboratorium. — Tarajtaa-ta, tajrarajrajtajtaj, tajraraj pogoda – a jak będzie słońce i pogoda, słońce i pogoda, pójdziemy se z kimś tam do ogrodu, pójdziemy se z kimś tam do ogroda, będziemy se... będziemy se... — Kwiatuszeczki zbierać — podpowiedział Rufus, jak zawsze spokojny, uprzejmy, absolutnie nie zdziwiony zachowaniem Strife'a. Wziął go za ręce. Tamten myślał leniwie, że powinien zaprotestować, bo nie chciał dotyku, bardzo nie chciał – Tifa mogła być dla niego czuła, nie Shinra, na litość, całe jego ciało napięło się w ciągu sekundy – ale znowu nie znalazł w sobie dość stabilnej siły psychicznej, aby zaryzykować. Jeśli zrobi coś nie tak z pewnością jego uprzejma podświadomość przeniesie go prosto w ręce Hoja oraz Sephirotha. Nie mógł do tego dopuścić, a już z pewnością nie w obecności człowieka, którego dobrych intencji, ujmując rzecz eufemistycznie, nie był pewien. Już lepiej było pozwolić na tę fałszywą, wyrachowaną czułość, zwłaszcza, że prezydent i tak nie miał z niego teraz żadnego pożytku. — Przepraszam — w głosie Rufusa pobrzmiewało zmęczenie. — Przepraszam, przepraszam, przepraszam. To już minęło. Nie zrobię tego więcej. Nikt nie zrobi. Jesteś za silny, jesteś wolny, zawsze w końcu się uwolnisz, prawda? Niewielu to umie — cień goryczy, zaraz przemijający. — Nikt nie uruchomi żadnego przeklętego programu eksperymentów ponownie, nie obiecuję, ale zrobię wszystko, żeby tak było. Cloud, przepraszam. Nie musisz mi wybaczyć, ale gdybyś mógł... to proszę. Ironia losu, pomyślał młodszy mężczyzna. Od wielu lat to on był tym błagającym o wybaczenie, w snach, w marzeniach, na jawie, czasem udając, że już go nie potrzebuje, czasem przekonany, że już je dostał – a teraz ktoś odwracał zasady gry. Teraz on mógł zdecydować i przez chwilę poczuł z całą siłą pokusę władzy. Tamten sam przyznał się, że go zranił. Co stało na przeszkodzie wysyczeć, szepnąć, powiedzieć spokojnie, krzyknąć... tak czy siak: „nigdy go nie dostaniesz"? Co stało na przeszkodzie wybuchowi nienawiści, a potem sączeniu jej przy każdym spotkaniu? Ostatecznie, ostatnio rzadko miał na kim wyładowywać swoje niejasne poczucie żalu, złości, zdrady. — Wiem, że moje „przepraszam" nic nie zmieni, ale byłoby chyba jeszcze gorzej uznać arbitralnie, że nie potrzebujesz moich przeprosin — ciągnął prezydent — proszę, Cloud. Proszę, jeśli istnieje coś, cokolwiek, co mogłoby ci pomóc, tylko powiedz – Cloud, przepraszam. Strife naprawdę zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią. Może mógłby coś dostać od Shinry, wreszcie nie jako pożyczkę czy podarek, ale słusznie należne odszkodowanie? Może mógłby przyjąć oferowane tyle razy pieniądze, pracę, posiadłości, obietnice przynależenia. Ale odrzucił tę myśl – cokolwiek planował Rufus, z pewnością miał w tym osobistym interes, a chłopiec nie zamierzał wplątywać się w żadne sprawy korporacji. Nigdy więcej. — Gdyby pozycja w firmie mogła dać ci zemstę, zaproponowałbym ci miejsce w samej radzie nadzorczej, przywróciłbym Hoja do życia, żebyś mógł go zabić, wszystko, dałbym ci wszystko, żeby tylko przestało mnie... — prezydent urwał raptownie, po chwili ciągnął z mniejszą pasją. — Ale ty zawsze odmawiasz — frustracja zabarwiła jego ton. — Więc w końcu muszę spróbować: przepraszam cię i proszę o przebaczenie, po prostu. Strife miał ochotę się zaśmiać. Shinra przyznający się do braku opcji był zjawiskiem co najmniej rzadkim. Shinra mówiący wprost, czego chce, bez aluzji, manipulacji i miliona zasłon, takoż. Przemknęło mu przez głowę, że pozornie szczere przyznanie się do porażki również może być grą, ale po kilku sekundach uznał, że niespecjalnie go to obchodzi. Tak czy siak, to było przepraszam. Wyznanie winy, którą tamten mógł z łatwością ukryć. Więcej niż kiedykolwiek dostał od innych, więcej niż kiedykolwiek spodziewał się dostać. Rufus zasługiwał na coś w zamian. — Przeprosiny przyjęte. — Chłopiec wyrwał się wreszcie ze stanu otępienia i natychmiast odsunął. —Nie jestem nawet specjalnie zły. Mogę ci wybaczyć, jasne, skoro chcesz. Proszę. Jesteś zadowolony? Ukoiłem twoje sumienie, zaspokoiłem ego, tak czy siak, mogę już iść? Dasz mi spokój, chociaż na chwilę? — krótki, gorzki uśmiech. — Aż nie będę potrzebny – oczywiście, że byś dzisiaj tego nie zrobił, dzisiaj jestem twoim chłopcem z plakatu, osiłkiem, ochroną przed powrotami szalonych najemników, dobrym biznesem. Prezydent puścił jego ręce i obserwował, jak idzie w kierunku wyjścia. Dopiero, gdy Strife stał na progu, dorzucił: — Mylisz troskę z interesem. Nie jesteś aż tak istotny propagandowo, z Sephirothem będziesz walczył niezależnie od moich działań, a wszelkie propozycje pracy odtrącasz... Nie pozwoliłbym na kolejne eksperymenty z czysto etycznych przyczyn, a co do ciebie – obchodzisz mnie tylko i wyłącznie jako... interesujące towarzystwo. SOLDIER, sami w sobie, to pieśń przeszłości, nie jestem człowiekiem, który dbałby o ruiny albo pamiątki – ale dbam o to, co cenię, Cloud. Chłopiec odwrócił głowę, już za progiem, prawie zamykając drzwi. — Przemowa brzmiałaby znacznie lepiej, gdybyś pamiętał, że jestem człowiekiem, a nie ruchomym majątkiem firmy — zauważył. — Potraktuj to jako retoryczną radę za friko. Ale doceniam starania. Może nawet skorzystam z następnego zaproszenia na przyjęcie. I naraz coś go tknęło. Cała Rada podpisywała dyrektywy w sprawie Nibelheim, a kto jeszcze, poza Rufusem, był w owej Radzie? Czy aby nie – niejaki Tuesti? Który zapomniał jakoś wspomnieć o tym fakcie, który właśnie uznał, że nie musi przepraszać ani tłumaczyć, że lepiej, jeśli przemilczy... Poczucie zdrady (bahamucio bolesne, lecz niemal swojskie, zdradzali go już przecież niemal wszyscy ważni dlań ludzie) prawie go zamroczyło, nie na tyle wszakże, by powstrzymać trzeźwą konkluzję: Shinra wyspowiadał mu się tylko po to, by pogrążyć Reeve'a, ujawnić jego rolę, samemu wyglądać na szczerszego, żałującego, lepszego. Odniósł zresztą sukces, przynajmniej połowiczny: zaufanie Clouda do szefa WRO mocno spadło. Świadomość machinacji polityka sypnęła mu soli na świeżą ranę – więc zdradzono go podwójnie, on się dał zrobić w chocobo jak naiwny dzieciak, pomyśleć, że już prawie uznał prezydenta... Chłopiec pokręcił głową nad własnym frajerstwem. Najchętniej splunąłby na podłogę, wybił szybę, coś w ten deseń, ale w ten sposób narobiłby problemów tylko sprzątaczkom, wyszedł więc szybko, zadowalając się klęciem pod nosem. Jak na jeden dzień już dość się nahisteryzował. A gdy będzie słońce i pogoda E H E A E HA gdy będzie słońce i pogoda, słońce i pogoda, E A H E fis H EPójdziemy se, razem do ogroda, pójdziemy se razem do ogroda. Będziemy tam fijołecki smykać, fijołecki smykać,Będziemy se ku sobie pomykać, będziemy se ku sobie gdy będzie lato już gorące, lato już gorące,Będziem wili kwiaty gdzieś na łące, będziem wili kwiaty gdzieś na pójdziemy na złociste pole, na złociste pole,Zaśpiewamy hej, na dobrą dolę, zaśpiewamy hej, na dobrą do sadu, do sadu pójdziewa, do sadu pójdziewa,Patrzeć jeno, jak owoc dojrzewa, patrzeć jeno jak owoc gdy będzie biały śnieżek padać, biały śnieżek padać,Będziemy wam gadki opowiadać, będziemy wam gadki opowiadać. UHERZACY XII - "A gdy będzie słońce i pogoda"Chodzony rytmem przypomina poloneza. Tańczony był tylko podczas wielkich uroczystości. Pochodzi z okolic Wilkołaza, Dzierzkowic, Trzydnika i Liśnika. Inną odmianą Chodzonego jest Paw pochodzący z Zaraszowa k. Bychawy. Kroki taneczne: W Chodzonym występuje tylko jeden krok taneczny, podobny do rąk: partnerka stoi po prawej stronie tancerza. Tancerz prawą rękę wysuwa w przód i przytrzymuje lewą dłoń partnerki na wysokości klatki piersiowej. Ręce zewnętrzne swobodnie zwisają w dół. tancerka-układ rąk pierwszy, tancerz lewą ręką chwyta dłoń partnerki, prawą natomiast przenosi za plecy dziewczyny lub w górę na skos za jej głową. ręce tworzą kółeczko. dłonie na krzyż, prawe ręce na jak będzie słońce i pogoda (А как будет солнце и погода) A jak będzie słońce i pogoda (bis) pójdziemy se Jasiu do ogroda. (bis) Będziemy se, fijołeczki smykać, (bis) będziemy se ku sobie pomykać. (bis) Nawąchasz się ziela kwitnącego, (bis) nasłuchasz się śpiewania mojego. (bis) Cóż mi przyjdzie z ty twojej śpiewności, (bis) kiedy nie mam ku tobie wolności. (bis) Pokłoń-że się ojcu, matce do nóg, (bis) а będziesz miał tę wolność dalibóg. (bis)

a gdy będzie słońce i pogoda